Każdy rodzi się z modlitwą na ustach

Przekaz z warsztatów, które odbyły się w sierpniu 2020 roku. Modlitwa to najwspanialsze brane pod uwagę…

      Każdy rodzi się z modlitwą na ustach…

Każdy rodzi się niemal z modlitwą na ustach swoich. Każdy, rodząc się, w swoim sercu przynosi tutaj pewnego rodzaju modlitwę skierowaną do ziemi, życia – że i ziemia, i życie człowiekowi pozwoli być w tej, która nie musi drżeć o swoje Bycie. Każdy przychodzi tutaj z modlitwą do życia, które różnego rodzaju wyzwaniami smaga. A potem człowiek z tej modlitwy tworzy swoje życie, ciągle do niej wspomnieniami powraca. Ciągle przypomina sobie, jak to jest Być w cieple, Ogrodach Istnienia, w których każdy jest serdecznością. Przypomina sobie, jak to było, gdy jeszcze tkwił w dziecięcym świecie, w którym jeszcze nie wiedział, co to znaczy spotkać się z jakąś podłością.

   Powraca się do tej modlitwy wewnętrznej, do tej układanki słów, uczuć, gestów, tęsknot, marzeń. Wciąż oczekuje się, że przestrzeń, w której jesteś, świat w którym jesteś, nie będą dla ciebie nijakie, byle jakie, że odnajdziesz w końcu to, co jest tej modlitwy twojej wewnętrznej spełnieniem. Powraca się do tego zapisu, który przynosi się tutaj, jako swoje JA, jasne, prawdziwe. A potem, wciąż myśli się i mówi o tutaj będących życia zdarzeniach, które chcą ciebie przekonać, że na nic ci ta modlitwa, że co z tego, że ona w tobie jest, tkwi, żyje, skoro nijak ma się do niej tu Bycie. Czasami wysłuchujesz się w kierowane do ciebie opowieści o innym, niż to, co masz głęboko w sobie. Ale jednak, powracasz do tej nazywanej twoją modlitwą wewnętrzną i obiecujesz za każdym razem sobie, że jej nie zapomnisz, cokolwiek by tutaj było. Ona sama też przypomina ci się w różnych momentach.

Z daleka ci, którzy ciebie kochają, zawsze przypatrują się tobie. Dla nich znana jest ta twoja modlitwa, w tobie ta przestrzeń uśmiechnięta. Znane jest dla nich to, co masz, jako najprawdziwszy Ty, Wieczny Wędrowiec. Bardzo chcą, bardzo życzą ci tego, byś tę modlitwę wyjął z siebie i światu pokazał, byś ją miał i nigdy nie oddał nikomu nie wiadomo dlaczego, byś uznawał, że ona jest najważniejszym kierunkowskazem, który ciebie prowadzi. Ty sobie tego też życzysz otwierając swoje serce na Istotę, którą jesteś, na życie, które udało ci się zbudować. Też tego sobie życzysz otulając tym otwartym sercem ciało, którego nie chcesz niedolą bycia zmarnować.

Otulasz swoim sercem przestrzeń życia swego. Doceniasz każdy kamyk, każdą kroplę wody, powiew wiatru, promień słońca wschodzącego, zachodzącego. Wiesz, że to wszystko jest dla ciebie bardzo ważne. Zwracasz się swoim sercem, swoją miłością do wszystkiego, co jest.

Pragnienie być. Pragnie ocalenia. Wszystko, co potrafi, nie potrafi, potrzebuje tego kierunkowskazu. Tak jak łodzi potrzebne jest wiosło, tobie potrzebny jest oddech, uśmiech z którym jest ci do twarzy. Przychodzisz tutaj ze swoją modlitwą, ogromnym szacunkiem dla światła, ciepła życia, które wcale nie jest lichutkie, dla bycia tu w szczęścia aureoli. A potem, chwytasz tę modlitwę swoją, i jak Mieczem, jak Tarczą starasz się nią rozmawiać z tym, co tu jest, być może. Wiesz, że ona pomaga Ci wygrać tutaj, nie poddać się złej tonacji, wartości, która wartością nie jest, wszystkiemu, co pokonuje w tobie to takie piękne, ciepłe, dobre. A Oni wszyscy, którzy kiedyś byli albo nie byli z tobą, przyglądają się tobie, szanują, kochają, cieszą się, że chwytasz ten Miecz, tę Tarczę dla każdej sprawy słusznej, że stajesz w obronie tego, czego warto jest stać na straży, bronić. 

  Wtedy zaczyna się to coś innego. Wtedy w inną wchodzisz tonację siebie. Nagle zapominasz, że były w tobie namalowane, wpisane te inne ciebie wizje, programy, obrazy. Nawet, jeśli powiedzieli ci, że nie masz tej modlitwy w sobie, wiesz, że ona była, jest i będzie tobie tak bardzo bliska. Wtedy zaczyna się to coś innego. Wznosisz się do świata siły, promienistości. Zaczynasz rozumieć, że nie jest wszystko jedno, czy jesteś w zgodzie, czy w rozproszeniu, czy w bliskości z ciepłem, czy w chłodzie. Zaczynasz bronić tej modlitwy, jak samego siebie. Zaczynasz bronić tych słów, które ją wyrażają, jej zapisów, znaczeń wbrew wszystkiemu, co tutaj jest i być może, opowieści, że jesteś tutaj nie Wędrowcem pełnym godności, tylko tułaczem.

Budzi się w tobie odwaga opowiedzenia się za tym, co w tobie głębokie, nie wypowiadania słowa ani jednego sprzecznego z tym, co piękne, bezcenne, silne, godne. Budzi się w tobie odwaga poszukania miłości tam, gdzie wydawałoby się, że jej nie ma. Docierasz wtedy do ciała swojego Głębi, do każdej jego cząstki właśnie tą miłością, która opowiada o pięknie tej modlitwy, którą powtarzać ci się zdarzyło w sobie nieraz. Ona wnika w twoje ciało, wprowadza w nie (takie ziemskie, proceduralne) to, co wydaje się ponad ludzkie, ponad procedurami, których ludzie uczą się tutaj na pamięć.

Zwracasz się wtedy do Głębi siebie. Zwracasz się do tej, która wie, potrafi.  Wiesz, że ta modlitwa to najpiękniejsze, co wziąłeś człowieku, gdy ruszyłeś tutaj, do życia, w tę stronę. Bez niej dalej iść, żyć tak naprawdę, nie potrafisz.

Otwarte serce tę modlitwę szepcze. Otwarte serce tę modlitwę wysławia z ciebie. Dlatego płyną z twojego serca Światła, z którymi nikt nie dyskutuje, bo jak dyskutować z serca twojego największym sprzymierzeńcem? Jak dyskutować z pięknem, które bierzesz z pięknych Ogrodów Istnienia i nie masz zamiaru ich się pozbywać? Jak dyskutować z tym, co jest najdrogocenniejsze Tu i Tam, wszędzie, z tobą jest tożsame i w gruncie rzeczy tobą się nazywa?

Wprowadzasz tę modlitwę, jako dobra życzenie do ciała swojego, na życia swojego drogę. Wiesz, że musi być to coś, co gwarantuje, że nie będzie złego, niedobrego, że wszystko ułoży się w ciąg dalszy, w rzeczy porządek. A Ja dotykam tego serca otwartego, ciała twojego, Głębi twojej, by zagrały melodią tej modlitwy, by wypowiedziana została przez ciebie słowami najprostszymi, jakie potrafisz wypowiedzieć, ale prawdziwymi – jak jest, jak ma być. Ustanawiasz siebie jej słowami. Ustanawiasz nią ciała ze sobą nowy związek. Nikt ci nie powie, że nie wolno ci jej wypowiadać ustami, gdy twoje JA potrzebuje ją wypowiedzieć.

Bardzo potrzebujesz szczęśliwości ludzkiej. Tak po prostu, by było w życiu zdrowo, dobrze. To ona właśnie płynie przez Koronę głowy twojej. To ona właśnie dociera do ciała twojego, wypełnia stopy po tej ziemi chodzące, ręce czyniące tu ludzkie dzieła. To ona właśnie dociera do każdej kropli krwi, jako nowy jej zapis. Przypominasz sobie wtedy, o co ci chodziło, gdy Wędrowałeś tutaj przez Niebiańskie Przestrzenie, przez Istnienia Wieczności, by znaleźć się z innymi ludźmi, którzy również przynieśli tu swoją modlitwę, nie mają jej za nic.

Rozpromienia się w ciele twoim. Jest Światłem Złotym, Białym, Srebrzystym. Jest siłą, która ciągle będzie w twoim ciele, jako efekt tej relacji z tą z najzaszczytniejszych najsilniejszą, najpiękniejszą. Jakie inne można paść słowo ją opisujące? Wtedy wiesz, że jesteś w swoim Domu, że jesteś prawdą, że jesteś w scaleniu, o którym mówimy.

Warto jest być jednością. Wtedy wiesz, że nie pozbawi ciebie nic tej modlitwy siły. Wtedy wiesz, że warto być nią w każdej tonacji życia, bo ona jest w tobie, ale przeznaczona dla tej przestrzeni, dla tego świata. Wtedy wiesz, że nie warto powstrzymywać ani jednego słowa pięknego płynącego z ciebie, że warto czynić nawet w nadmiarze to, co jest prawe, słuszne i w niematerii, i w materii, i dla ducha, i dla ciała, i dla życia, i dla ziemskiej przestrzeni, i dla Wszech Przestrzeń, która przecież ciągle dla ciebie Dom ma. Ona o tobie nigdy nie zapomniała. Wtedy masz pewność, że docierasz do tej siły, mocy o którą ciągle człowiekowi chodzi. Wtedy wiesz, że nawet ciało twoje ziemskie już innymi drogami życia wraz z tobą chodzi. Wtedy wiesz, czujesz, masz pewność, że istnieje moc MIŁOŚCIĄ nazwana, powodująca, że nie nastąpi ciemność, która w tej twojej modlitwie nawet nie jest pod uwagę brana.

W tej twojej modlitwie nie jest pod uwagę brane, by zabrakło ci w sercu woli otwierania się na wszystko, co jest takie dzielne, piękne, na co twoje serce otworzyć się woli. Ono nie chce skrzywdzić niczego, nigdzie, w żadnym względzie.

 Ta modlitwa dociera wszędzie, gdzie mają ją posłyszeć. Ona dociera do tego, co jest, będzie, jako idea, opowieść o Wędrowaniu, którego ma nic nie pokonać.

A Ja przytulając ciebie, patrząc w twoje oczy, dotykając ciebie, wsłuchuję się w twoje pragnienie, w najgłębiej osadzone w tobie tęsknoty. Z nimi łączę świata dobrodziejstwa. To z nimi rozmawiam o tworzeniu nowego, pomiędzy tym co głębokie w tobie, opisane, jako twoja modlitwa, a tym, co masz, widzisz w lustrze, gdy przyglądasz się w nim.

A potem wszystko płynie, dzieje się samo! Niech płynie. Niech samo się dzieje, by nie było tak, jak było, by było inaczej, doskonale. Wirem stało się twoje człowiecze, największe pragnienie. Ten wir otoczył ciało, przemówił do tego, co w tym ciele jest Głęboko. Stałeś się człowieku w pełni swoją własną modlitwą. Stałeś się jej niekończącym się tutaj potokiem.

Janusz

Karolinów, sierpień 2020

Related Entries